myśli

JAKI JA MAM FAJNY ZESPÓŁ, CZYLI RELACJA Z KOLACJI INTEGRACYJNEJ W BLUE CACTUS

Jejku, jaki fajny mam zespół! Mowa oczywiście o naszym zespole blogerek Dzień Dobry Warszawo. A wnioski takie wysnułam po pierwszym wieczorze integracyjnym, spędzonym w Restauracji Blue Cactus, na którym miałyśmy… nie gadać o pracy 🙂

Blue Cactus , miejsce z tradycjami

Tak, Blue Cactus zaprosił nas na kolację. Tym, którzy jeszcze nie znają tej kultowej już miejscówki, Blue Cactus to restauracja meksykańska z ponad dwudziestoletnią już tradycją. Mieści się ona na dole Parku „Morskie Oko”, u zbiegu ulic Belwederskiej i Spacerowej. Co bardziej wiekowi Mokotowianie być może pamiętają, że w tym miejscu była kiedyś „Szeherezada”, a jeszcze wcześniej bar mleczny „Cyranka”.

Klimat lata cały rok, choć zabrakło mi decybeli

Tak, to, co wyróżnia Blue Cactus od innych knajp to z pewnością wystrój. Jak sięgniesz wzrokiem, w Blue Cactus widzisz kolory i zygzaki. Na krzesłach, podłodze, ścianach i suficie. Na pewno jest wesoło. Dodatkowym atutem była piątkowa muzyka na żywo. Tego dnia grał pianista z gitarzystą. Fajne to było, chociaż szczerze mówiąc spodziewałam się bardziej mini – koncertu, a było to raczej plumkanie w tle. Ale jak kto woli, pewnie gdyby muzyka była bardziej dominująca nie można by było swobodnie rozmawiać. Duży plus – Blue Cactus dysponuje bardzo miłym ogródkiem z dala od ulicy, za to w pobliżu placu zabaw. To pewnie dlatego tak bardzo upodobały sobie to miejsce rodziny z dziećmi.

Mięsna knajpa, a my prawie wege

Pech chciał, że część z nas w ogóle nie jada mięsa, a druga połowa akurat tego dnia nie miała na nie ochoty. Dlatego też zamówiłyśmy:

Chipsy kukurydziane z salsą fresca i salsą serową (salsa bomba!)

Małe Cactus Quesadillas

Fajitas z krewetkami (oj, dużo ich było!)

Sałatka Cactus Cesar

Pierożki Filo z kurczakiem

Potato skins ( wersja bez bekonu)

Mus czekoladowy (hit!)

Niestety, byłam tak zaaferowana wspólnym wyjściem, że wzięłam aparat bez karty pamięci… Zostało mi operowanie smartfonem w dość ciemnym pomieszczeniu. Także weźcie poprawkę na to, że jedzenie w rzeczywistości wygląda lepiej niż na zdjęciach 🙂

Potwierdziło się moje wcześniejsze już przekonanie, że jedzenie w Blue Cactus jest pierwsza klasa i naprawdę warto tam wpaść, bo w domu sobie tak nie ugotujesz. Jednak grill węglowy robi swoje. Tego aromatu się niczym nie zastąpi.

Wracając do zespołu

Wiecie, jakie to uczucie, kiedy to, co kiedyś było jedynie mglistym marzeniem zaczyna się ziszczać? Kosmos. Tak właśnie się teraz czuję. Blog „Dzień Dobry Mokotów” założyłam w lutym 2016 roku.  Wydaje mi się, jakby to było wczoraj. Od samego początku myślałam o możliwości uruchomienia podobnych blogów w innych dzielnicach, ale w najśmielszych snach nie myślałam, że w nieco ponad rok potem będę sobie siedzieć na spotkaniu z moim kilkuosobowym już zespołem. I wiecie co? To najlepszy team jaki mogłam sobie wyobrazić! Czemu?

  1. W zespole mały projekt nabiera dużej skali, a to daje porządny rozpęd i nie pozwala na zwątpienie i przestoje,
  2. Uwielbiam nasze „burze mózgów”, bo wtedy wychodzą w dechę odjechane pomysły,
  3. Każda osoba w zespole ma unikalny zestaw doświadczeń i talentów, które uzupełniają się,
  4. W kupie jest weselej 🙂
  5. Zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Doradzą, docenią, pocieszą, rozśmieszą 🙂 Moja ekpia!

Pozdro, dziewczyny! 🙂

 

 

PS A ten post powstał we współpracy z Restauracją Blue Cactus. 

Restauracja Blue Cactus

ul. Zajączkowska 11
00-785 Warszawa
WWW. BLUE CACTUS.PL