knajpy

INDIA HOUSE na Wołoskiej. Poczuć miętę?

Wczoraj wybraliśmy się do nowego osiedlowego Hindusa na Wołoskiej. India House, bo tak nazywa się ta restauracja, znajduje się na odcinku między Odyńca a Woronicza i zadomowiła się w lokalu, w którym wcześniej mieściła się restauracja „Czary Gary”.

Tradycyjne Indie z taśmą led

Knajpa z zewnątrz wygląda na dość małą, jednak po wejściu do środka okazuje się, że oprócz kilku stolików na parterze do dyspozycji gości jest również całe piętro. Wnętrze jest przyjemne, widać charakterystyczne akcenty kolorów indyjskich, a lokal wypełnia muzyka adekwatna kulturowo. Osobiście jednak kilka elementów wystroju, takich jak kolorowe taśmy led pod barem, trochę zaburzały mi całokształt doznań estetycznych. No, ale przecież nie dla wystroju idzie się do restauracji (przynajmniej nie powinien to być cel najważniejszy), więc zobaczmy, jak India House prezentuje się od strony kulinarnej.

 

(Ob)Chai to!

Ponieważ przyszliśmy zmarznięci, na dzień dobry zamawiamy tradycyjną indyjską herbatę z mlekiem i przyprawami (chai). Boska jest! W gratisie dostajemy placki z soczewicy roasted papad z sosem słodkim i sosem miętowym. Są przepyszne i chrupiące, ale sos miętowy chyba nie był zrobiony ze świeżej mięty. Właściwie to w ogóle w nim mięty nie czułam. Sos słodki za to nadrabia wrażenia.

 

Bez mięsa, ale od krowy

Popijając herbatę przeglądamy menu. Pierwsza strona jest CAŁA poświęcona daniom wegetariańskim, więc korzystam i zamawiam paneer jalfredi (24 zł). Jak się okazuje, danie to jest zrobione z białego sera wytwarzanego przez kucharza! Duży plus. Ser jest delikatny, rozpływa się w ustach i świetnie komponuje się z zatopionymi w bajecznym sosie warzywami. Byłam jedynie trochę zawiedziona, że danie okazało się być zupełnie łagodne, a w menu figurowało w towarzystwie jednej papryczki oznaczającej danie przynajmniej pikantne.

Kurczaki poszłyyy!

Reszta mojej rodziny bez mięsa żyć nie może, więc zamawiają Butter Chicken (26 zł), oraz Chicken Tikka Masala (26 zł). Kurczak mięciutki, a sosy gęste i aromatyczne. Zajadali się aż miło, zwłaszcza, że domówiony przez nas ryż był bajecznie sypki, a chlebki naan, zarówno  te naturalne jak i czosnkowe okazały się być idealnie wypieczone. Zamówiliśmy cztery dania na pięć osób (4 dużych i maluch), ale i tak część zapakowalimy do domu, bo porcje były naprawdę porządne.

Dla cukrolubnych

Po konkretach naszło mnie na deser. Zamówiliśmy porcję Gulab Jamun, mlecznych zmażonych kulek zatopionych w kardamonie. Jest to danie tak słodkie, że jeśli tak jak ja wymiękacie po jednej – dwóch kostkach czekolady, nawet nie próbujcie tego zamawiać. Natomiast jeśli możecie jeść słodycze bez końca – spróbujcie. Gdybym miała do czegoś porównać ich smak, to przypominają mi one baklawę, z tym, że są jeszcze słodsze.

Podsumujmy to miętowo

Po jednej wizycie oceniam, że India House to taka lokalna, osiedlowa, ale dobra restauracja indyjska. Nie ma tu fajerwerków smakowych takich, jak w Mandali (opis TU), ani spektakularnego widoku na kuchnię i elegancji, jak w Bombaj Masala (opis TU), ale dania są bardzo dobre, ceny przystępne, wnętrze przyjemne, a obsługa  przemiła i pomocna. Jeśli mogę coś zasugerować właścicielom: zamieńcie kolorowe diody na świece i zainwestujcie w świeżą miętę do sosu, a gwarantuję Wam, że goście poczują do Was miętę 😉

 

India House
ul. Wołoska 52 lok. 1
Warszawa Mokotów

 

  • Michał Klimowski

    No dziękuję bardzo. Naprawdę. Teraz będę wiecznie głodny 😛

    • Ania Oku Ko

      🙂 Niektórzy mają zainstalowane adblocki, to może by się przydał #foodporn block 😉

      • Michał Klimowski

        Chyba rzeczywiście czas o tym pomyśleć 😀