ludzie

Ludzie z Mokotowem w sercu: KRZYSZTOF ZIEMIEC

ziemiecKiedy wieczorową porą przygotowywałam się do rozpoczęcia cyklu o ciekawych ludziach Mokotowa, traf chciał, że włączyłam „Wiadomości”. Na szklanym ekranie uśmiechnął się do mnie Krzysztof Ziemiec, którego w przeszłości kilka razy widziałam na mojej ulicy. Czyżby? – pomyślałam i nie zwlekając zbyt długo odszukałam jego stronę internetową na której opowiada o dzieciństwie na Polu Mokotowskim. No, to jesteśmy w domu – stwierdziłam. Nasz człowiek! Tylko… czy tak poważany i zapracowany dziennikarz zechce w ogóle ze mną rozmawiać? Zaryzykowałam jednak i szybko wysłałam maila z prośbą o wywiad, choć liczyłam się z tym, że wcale nie dostanę odpowiedzi.  Do tej pory zbieram szczękę z podłogi, bo pan Krzysztof nie dość, że odpisał od razu i pozytywnie, to jeszcze zrobił to z wielką skromnością. Oto moje pytania i odpowiedzi Pana Krzysztofa Ziemca, dziennikarza radiowego i telewizyjnego, prezentera „Wiadomości” w TVP.

Ja: Kiedy mówię „Mokotów” – jakie jest Pana pierwsze skojarzenie?

Krzysztof Ziemiec: Górny Mokotów, czyli miejsca które znam od dziecka. Ładna, uporządkowana i zwarta zabudowa. Sklepy i usługi na dole, stary fryzjer gładzący brzytwę o skórzany pas, piszczące na łuku Rakowieckiej, skrzeczące tramwaje. Inny świat. Świat jakby nieco przedwojennej Warszawy. Bo tak też było. Okolice Rakowieckiej, Niepodległości, Madalińskiego, Kieleckiej, a nawet Puławskiej zostały praktycznie niezburzone i taki jest mój obraz Warszawy od urodzenia.

Ja: Czy są jakieś miejsca lub sytuacje, które wciąż wywołują uśmiech i ciepło na sercu?

K.Z.: Te wszystkie miejsca i sytuacje SĄ wspaniałym wspomnieniem!

Tramwaje, kościół św. Andrzeja Boboli – wtedy jeszcze ten stary, mały, z pięknym ogrodem, którego już niestety nie ma, te piękne stare kamienice , stara Apteka na rogu Asfaltowej i Rakowieckiej, 70 – tka, czyli moja podstawówka,  a w niej harcówka 156 WDHi Z, gdzie nauczyłem się życia i wartości.

Pamiętam , że kiedy wracałem z obozu harcerskiego i miesiąca spędzonego w lesie, to gdy usypiałem i słyszałem te piszczące tramwaje – to czułem się bezpiecznie 🙂

Wreszcie Pole Mokotowskie w latach 70 będące jeszcze dzikim polem z fragmentami okopów i strzelnicy dla studentów… a potem także 4 lata w Reytanie na Wiktorskiej i rozkopaną w latach 80-tych al. Niepodległości. Wszystko wspominam jak sen…

No i osiedle Oświata – czyli ulica Bruna, gdzie mieszkałem –obok Sadów Żoliborskich wzór, jak można z sensem zaprojektować osiedle. Tam dobrze się żyło mimo biedy. Także dlatego, że mieszkała prawdziwa inteligencja.

Ja: Obecnie pracuje Pan jako prowadzący „Wiadomości”, które, nota bene, są nadawane z ulicy Woronicza na Mokotowie. Czy jako mały chłopiec przypuszczał Pan kiedyś, że będąc tak blisko rodzinnego domu, będzie Pan jednocześnie wszędzie w Polsce? O takiej karierze  i sukcesie Pan marzył?

K.Z.: …Wiadomości nadawane są z Pl. Powstańców W-wy, a więc ze Śródmieścia Północnego 🙂

Jako chłopiec nawet o tym nie marzyłem… Choć miałem taki okres, że chciałem być aktorem 🙂 a potem dziennikarzem ale… radiowym 🙂 i od radia po latach to się zaczęło.

Ja byłem i pozostałem skromny, także w marzeniach.

ziemiectvp

Ja: Czym dziś jest dla Pana Mokotów i w jakie miejsca najchętniej Pan wraca?

K.Z.: Miejscem które odwiedzam często, bo mieszka tam moja mama. Jadę tam z biciem serca, sentymentem, ale… wracam ze smutkiem, bo to już nie to samo osiedle. Dziś bez „duszy” bo starzy umierają, ci średni, jak ja się wynoszą, a na ich miejsce przychodzą z reguły osoby tylko mieszkania wynajmujące a więc przejściowe, nie traktujące tego miejsca jak swoje…

Ja: Jaką wiadomość chciałby Pan przekazać czytelnikom bloga „Dzień dobry, Mokotów” i sąsiadom?

Że mieszkają w sercu wielkiego i wspaniałego miasta, pięknej dzielnicy z tradycjami, z niemymi świadkami historii wokół (ślady od kul na ścianach kamienic ) i że mieszkają w miejscu, które może przez Pole Mokotowskie przypominać okolice Central Parku w NY 🙂

Bardzo dziękuję za wywiad.

PS od autorki. We wstępie do tego wywiadu użyłam sformułowania „traf chciał”, ale może powinnam zamiast tego posłużyć się tytułem książki pana Krzysztofa: „Wszystko jest po coś” 😉

wszystkojestpocos